„Ponieważ nie mógł trafić z puszki w otwór, wyciągnął z kieszeni półlitrową colę, dopił ją, oderżnął jakimś kozikiem denko, i użył butelki jako lejka. Nie wiem, czy silnikowi wszystko jedno, że do środka razem a olejem dostały się i inne rzeczy” A jakie to „inne rzeczy” mialy dostac sie do ukladu? Slina mechanika??? Czytaj dalej ...

„B787 lata już w japońskich liniach ANA czy amerykańskich United. Nikt im niczego nie wciskał. Były „problemu wieku dziecięcego” z pierwszymi maszynami, ale zostały rozwiązane.” Z tego co wiem, to problemy wciaz wystepuja i nie do konca wiadomo, czy faktycznie „zostaly rozwiazane”… Ostatnia wypowiedz (dla BBC) szefa linii Qatar Airways nie byla zbyt mila, ani zbyt pochlebna dla firmy Boeing! Czytaj dalej ...

Kupiliście badziewie z Ameryki to się cieszcie, ale jak długo jeszcze nas Polaków będą robić za frajera, a to z samolotami a to z gazem, trzeba było kupić u Niemców przynajmniej mają sprzęt jak się należy choćby firma Siemens bardzo dobre pralki czy lodówki, nie mówiąc o samochodach marki Audi, to nam wcisnęli badziewie Amerykańskie i jeszcze dojdzie do jakiegoś nieszczęścia, chyba że komuś na tym zależy aby Polaczków wybić. Czytaj dalej ...

Pewnie do Japonii trafiają maszyny wyselekcjonowane specjalnie dla wymagającego przewoźnika , a do nas odrzuty , jak to do Tesco , czy innej Biedronki , niestety w tej samej cenie. Czytaj dalej ...

zozo00 napisał: > To taka nowa swiecka tradycja amerykance wciskaja nam swoje ptaki nieLOTy B787 lata już w japońskich liniach ANA czy amerykańskich United. Nikt im niczego nie wciskał. Były „problemu wieku dziecięcego” z pierwszymi maszynami, ale zostały rozwiązane. Ja bym sie raczej zastanowił, czy to nie w LOT-cie i obsłudze naziemnej tkwi problem. Po słynnym lądowaniu kpt. Wrony (NB, kwestii wyłączonego wówczas bezpiecznika do dziś publicznie nie wyjaśniono, i zapadła niezręczna cisza) światło dzienne ujrzało sporo faktów dotyczących serwisu posiadanych przez LOT maszyn, które lekko jeżyły włos na głowie. Ja latam sporo, i już od wielu lat starałem się LOT-u unikać, o ile to było możliwe, ze względu na kiepską obsługę i notoryczne spóźnienia lub wręcz odwołania połączeń. Ale po tym co wyszło po lądowaniu bez podwozia w ubiegłym roku, przestałem też wierzyć, że oni serwisują maszyny właściwie. Zresztą, jako anegdota. Wróciłem kiedyś do Warszawy z Wrocławia ATR-em. Jak zwykle na Okęciu, pasażerowie czekali w samolocie o wiele za długo na autobus. W trakcie czekania do gondoli silnika podszedł jakiś mechanik w stroju roboczym, przystawił drabinkę, i usiłował zająć się wlewaniem oleju do silnika. Ponieważ nie mógł trafić z puszki w otwór, wyciągnął z kieszeni półlitrową colę, dopił ją, oderżnął jakimś kozikiem denko, i użył butelki jako lejka. Nie wiem, czy silnikowi wszystko jedno, że do środka razem a olejem dostały się i inne rzeczy, ale nawet jeśli przyjąć, że tak, to taka operacja nie powinna się odbywać na oczach pasażerów, bo zaufania do firmy to nie buduje. Czytaj dalej ...